Rentowności obligacji nurkują, a złoty mimo korekty pozostaje mocny
Początek 2026 roku na polskim rynku finansowym przebiega pod dyktando byków zarówno na
warszawskim parkiecie, jak i na rynku długu. Obserwujemy właśnie masowe zakupy akcji oraz
obligacji, co sprowadziło rentowności polskich papierów 10-letnich w okolice 5,13%. To poziomy
niewidziane od sierpnia 2024 roku, co technicznie otwiera drogę do ataku na psychologiczną
barierę 5,00%. Jednak to, co widzimy na wykresach, to tylko wierzchołek góry lodowej.
Kluczowa gra toczy się w sferze oczekiwań co do kosztu pieniądza.
Rynek wyprzedza RPP i gra pod 75 pb. cięcia
Głównym motorem napędowym obecnych spadków rentowności, czyli wzrostu cen obligacji,
jest radykalna zmiana wyceny przyszłych decyzji Rady Polityki Pieniężnej. Jeszcze kwartał
temu rynek ostrożnie wyceniał kosmetyczne korekty stóp. Dziś, w obliczu hamującej inflacji (ok.
2,4% r/r) i globalnego luzowania, kapitał portfelowy gra agresywnie. Inwestorzy nie pozycjonują
się już tylko pod obniżkę o 25 czy 50 punktów bazowych. W cenach instrumentów dłużnych
coraz wyraźniej widać zakład o znacznie głębszy ruch. Rynek zaczyna dyskontować scenariusz
skumulowanego cięcia stóp nawet o 75 punktów bazowych w tym roku.
To właśnie ta perspektywa prawdopodobnie wywołuje pośpiech inwestorów. Zarządzający
aktywami chcą zdążyć z doważaniem obligacji w portfelach, zanim RPP oficjalnie potwierdzi
gołębie nastawienie na ten rok, co zepchnęłoby rentowności jeszcze niżej.
Atrakcyjność względem stopy referencyjnej
Warto zwrócić uwagę na fundamentalny aspekt tej hossy. Rentowność dziesięciolatek pozostaje
wciąż relatywnie wysoka w zestawieniu z bieżącą stopą referencyjną NBP oraz prognozowaną
ścieżką inflacji. Nawet przy poziomie 5,13% polskie obligacje oferują jedną z najwyższych
realnych stóp zwrotu w regionie CEE i Europie. Dla kapitału zagranicznego, który widzi stopy w
strefie euro na poziomie bliskim 2-2,5%, polski dług jest łakomym kąskiem typu „carry trade”.
Inwestorzy akceptują ryzyko walutowe i fiskalne, a w zamian otrzymują solidną premię, która w
ich ocenie z nawiązką kompensuje ewentualne zawirowania budżetowe.
Złoty beneficjentem popytu na dług
Mechanizm jest prosty. Aby kupić polskie obligacje, inwestorzy zagraniczni muszą najpierw
kupić złotego. To generuje potężny popyt na naszą walutę, co było już dobrze widoczne w
październiku na kursie EUR/PLN, gdy notowania wybiły się dołem z konsolidacji wraz ze
świetną aukcją długu. Mocny i stabilny złoty to dla RPP kolejny argument za tym, by nie
obawiać się obniżek stóp. Silna waluta obniża importowaną inflację, zwłaszcza ceny paliw,
dając Radzie przestrzeń do luzowania polityki pieniężnej.
Wydaje się zatem, że styczeń 2026 to miesiąc, w którym rynek mówi „sprawdzam”. Inwestorzy
założyli się o szybkie i głębokie cięcia stóp. Jeśli najbliższe dane makroekonomiczne lub
komunikaty z RPP nie schłodzą tych nastrojów, rentowności obligacji mogą na stałe zagościć
poniżej 5,10%, a złoty ma szansę na testowanie jeszcze mocniejszych poziomów. Ryzykiem
pozostaje jedynie wysoki deficyt budżetowy, ale na ten moment rynkowa euforia skutecznie
przykrywa obawy o podaż długu.
Daniel Kostecki
CMC Markets Polska