Giełda przy szczytach, konsument przy dnie. Skąd bierze się ten rozjazd w USA?
Finalny odczyt sentymentu konsumentów University of Michigan za maj 2026 spadł do
44,8 z 49,8 pkt. w kwietniu. To najniższy wynik w historii badania i liczba, która mocno
zgrzyta z obrazem Wall Street wciąż trzymającej się blisko szczytów. Właśnie w tym
pęknięciu kryje się dziś sedno historii o amerykańskim konsumencie. Hossa na
aktywach nie rozlewa się równomiernie na całe gospodarstwa domowe, a codzienne
koszty życia, paliwo i niepewność co do przyszłości wciąż ważą dla wielu rodzin
bardziej niż wzrosty na giełdzie. Dane z Michigan pokazują więc nie tyle paradoks, ile
coraz wyraźniejszy rozdźwięk między rynkiem finansowym a szeroką bazą
konsumentów, którzy stanowią główne paliwo dla amerykańskiego PKB.
Badanie Michigan opisuje Main Street, nie Wall Street
Wskaźnik nie jest budowany tak, by oddawać nastroje inwestorów giełdowych, lecz
reprezentatywnej próby amerykańskich gospodarstw domowych. Innymi słowy, punkt
odniesienia stanowi przeciętny konsument, a nie uczestnik rynku z dużym portfelem
akcji. To dlatego wzrost cen aktywów nie musi automatycznie podnosić sentymentu dla
całego kraju. Dla szerokiej bazy gospodarstw ważniejsze od rekordów indeksów
pozostają ceny żywności, paliw, czynsze, koszt kredytu i ogólne poczucie
bezpieczeństwa finansowego.
Ten mechanizm dobrze widać w danych dochodowych. W kwietniu (dane szczegółowe
są publikowane z miesięcznym opóźnieniem) sentyment w dolnym tercylu dochodu
wyniósł 45,8, w środkowym 54,1, a w górnym 59,5. Rozjazd istnieje, ale nie jest to
obraz gospodarki, w której wszystkim poza najuboższymi jest dobrze. Nawet w górnym
tercylu nastroje nie wyglądają szczególnie mocno, a w dolnych warstwach pozostają po
prostu słabe. Jeszcze ciekawsze jest to, że w kwietniowych subindeksach dla dolnego
tercyla current index wyniósł 42,4, a expected index 48,0. To może wskazywać na
trwałe napięcie nie tylko w ocenie bieżącej sytuacji, ale również w patrzeniu na kolejne
miesiące.
Sama ekspozycja na akcje nie załatwia sprawy
Najczęściej pojawiający się kontrargument brzmi dziś mniej więcej tak, że skoro
Amerykanie mają akcje, to powinni czuć się lepiej. Problem polega na tym, że samo
posiadanie ekspozycji na rynek nie mówi jeszcze, jak duży jest efekt majątkowy. Z
danych Michigan wynika, że w 2025 roku akcje posiadało średnio 74 proc. gospodarstw
domowych, także przez fundusze i rachunki emerytalne. To nie znaczy jednak, że
większość rodzin ma portfel na tyle duży, by wzrost SPX realnie kompensował presję
kosztów życia.
Majowe dane o stock ownership pokazują to bardzo wyraźnie. W ujęciu 3-miesięcznej
średniej kroczącej sentyment gospodarstw bez akcji wyniósł 46,3, a przybliżony
wskaźnik dla szerokiej grupy posiadającej akcje 50,9. To poprawa, ale raczej
umiarkowana. Wyraźnie lepiej wygląda dopiero górny tercyl majątku akcyjnego z
wynikiem 60,6. W praktyce oznacza to, że hossa pomaga przede wszystkim tam, gdzie
ekspozycja na rynek jest naprawdę duża. Dla gospodarstw z małym portfelem albo bez
portfela efekt majątkowy okazuje się zbyt słaby, by zmienić ogólny nastrój.
Największe pęknięcie nie biegnie dziś jednak tylko między posiadaczami akcji i resztą.
Jeszcze mocniej widać je w polityce
Jeżeli ktoś szuka jednej grupy, która patrzy na gospodarkę w sposób niemal euforyczny,
to w majowych danych Michigan są nią Republikanie. Ich sentyment wyniósł 84,6,
podczas gdy Demokraci mieli wskaźnik na poziomie 32,8, a Niezależni 40,6 pkt. Spread
między Republikanami a Demokratami sięgnął 51,8 pkt. To kolosalna różnica, dużo
większa niż rozjazd między górnym i dolnym tercylem dochodu czy między
gospodarstwami z akcjami i bez akcji.
Taki obraz utrudnia prostą interpretację całego wskaźnika. Część gospodarstw patrzy
na tę samą gospodarkę przez filtr polityczny, a część przez codzienne doświadczenie
inflacji, rat i rachunków. Dlatego można mieć jednocześnie silny rynek akcji, relatywnie
odporne gospodarstwa z dużym majątkiem finansowym i bardzo słaby sentyment w
szerokiej bazie konsumentów. To nie jest sprzeczność. To raczej sygnał, że wzrost cen
aktywów jest w USA coraz bardziej selektywny w swoim wpływie na nastroje.
Co z tego może wynikać?
Ten wskaźnik lepiej czytać nie jako głos inwestora, lecz jako barometr kondycji
szerokiego konsumenta. Jeżeli headline pozostaje słaby mimo wysokich notowań na
NYSE, to znaczy, że efekt majątkowy z Wall Street nie równoważy przeciętnej rodzinie
presji kosztów życia i niepewności co do przyszłości. To może mieć znaczenie dla
oceny siły konsumpcji, a pośrednio także dla oczekiwań wobec Fed i amerykańskiego
wzrostu w drugiej połowie roku.
Tym samym giełda na szczytach nie musi oznaczać, że Amerykanin czuje się bogatszy.
Żeby tak było, trzeba nie tylko mieć kontakt z rynkiem akcji, ale jeszcze mieć na nim
dość duży majątek, by wzrosty naprawdę poprawiał codzienne poczucie
bezpieczeństwa. Na razie dane z Michigan pokazują coś innego.
Daniel Kostecki
CMC Markets Polska